Wszelkie przesądy, a zatem również przesądy noworoczne , mają to do siebie , że gdy się w nie wierzy, częściej się sprawdzają bowiem wiara czyni cuda a myśli nasze potrafią się kumulować. A zatem, mimo że podchodzimy do nich z przymrużeniem oka, warto się zastosować przynajmniej do niektórych. Z pewnością opłaci się
Odwoływanie się do nich, oddala nas od Boga i otwiera drogę w stronę zła. Podobnie noszenie amuletów jest pokazaniem, iż wierzymy w ich moc, a przecież nie jest ona większa od mocy Boga. Pytanie, czy warto sięgać po coś, co ma wątpliwą skuteczność, jeżeli możemy zwrócić się bezpośrednio do wszechmocnego Boga?
W państwie rządził chaos i nieład, a politycy i rząd nie potrafili dojść ze sobą do porozumienia. Cezary, nie mający już swojego miejsca na świecie, został w Polsce i postanowił, że będzie pomagał w odbudowie państwa. Chciał w ten sposób spełnić marzenie ojca. Szybko stał się prawdziwym patriotą, odnajdując się w Polsce.
Czy warto wierzyć w horoskopy? W fascynujący sposób opowie o efekcie Forera, czyli zjawisku, w którym ludzie potrafią odnaleźć w opisie swojego znaku zodiaku cechy, które uważają za trafne, niezależnie od tego, jak naprawdę te opisy są ogólne. Poznamy także tajemnicę samospełniającej się przepowiedni i jak nasza wiara w
Wszystko, co chcielibyście wiedzieć: Przeznaczenie czy przypadek? (261) - opis, recenzje, zdjęcia, zwiastuny i terminy emisji w TV. Tomasz Królak i ks. prof. Witold Kawecki CSsR dyskutują o różnych życiowych sytuacjach, które jedni traktują jako przypadki, a inni jako przeznaczenie.
Wierzę czy wierze? W tym przypadku obie formy są jak najbardziej poprawne. Jednak należy pamiętać o tym, że każdej z nich używamy w innym kontekście, chociaż obie pochodzą od tego samego rzeczownika, czyli wiara. PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Galicyzmy, czyli słownictwo zaczerpnięte z języka francuskiego.
– Święta Jadwiga! – zorientowała się wreszcie – Święta Jadwiga Królowa Polski, jak ta na nagrobku w Katedrze Wawelskiej! Przechodziła koło niego wiele razy. To dzieło Antoniego Madeyskego z 1902 roku zachwycało ją niezmiennie. Cała postać, a zwłaszcza twarz świętej była wspaniale wyrzeźbiona w marmurze karraryjskim.
Agnieszki Osieckiej w Radiowej Trójce znalazły się interpretacje piosenek Wojciecha Młynarskiego. 1 marca 2010 roku został wydany siódmy album Raz, Dwa, Trzy pt. Skądokąd [5]. 16 czerwca płyta uzyskała w Polsce status platynowej sprzedając się w nakładzie 30 000 egzemplarzy. Z kolei 29 listopada ukazał się album koncertowy
Przekonaj się, że Bóg się o ciebie troszczy. Biblia pomaga nam uwierzyć w obietnice Boga dotyczące wspaniałej przyszłości. Biblia może ci pomóc rozwinąć wiarę w Boga niezależnie od tego, czy nigdy w Niego nie wierzyłeś, straciłeś tę wiarę, czy też chciałbyś ją umocnić.
Choć wielu z nas próbuje kierować się racjonalnym myśleniem, czasami nawet nieświadomie dopuszczamy do głosu swoją intuicję. Mawiamy, że to tylko "przeczucie, choć czasem przeczucia bywają równie prawdziwe jak fakty" (Jessie Burton). Warto poznać siebie i zacząć ufać swojej intuicji - przeczucia to coś wyjątkowego.
Zdvcu7e. Zastanawiam się jakie macie zdanie na ten temat. Czy wierzycie w to, że nasz los jest z góry zaplanowany i stopniowo wypełnia się niezależnie od naszej woli? Czy jeśli wierzycie w przeznaczenie to uważacie, że można je oszukać? Przykładowo, czy jeśli człowiek ma przeznaczone bogactwo to prędzej czy później je osiągnie, chociażby przypadkiem? Co ze śmiercią młodych ludzi? Czy także usprawiedliwialibyście to jako "tak widocznie musiało być"? Moje zdanie jest takie: nie chcę wierzyć w przeznaczenie, ale czasem łatwiej mi w życiu gdy myślę o błędach czy przykrych sytuacjach z przeszłości, jeśli wiem, że tak musiało być i nie mogłem temu zapobiec. Jednocześnie przeznaczenie bardzo ograniczałoby ludzi, jeśli obojętnie co by się działo, nie zależało od nich. Wielu pozostałoby przez to biernymi. Jeśli istnieje przeznaczenie to jest cholernie niesprawiedliwe, dlaczego ktoś ma być skazany na przykre życie, a ktoś inny na wspaniałe? Oraz jeśli istnieje to uważam, że nie da się go oszukać. Bo próbując go oszukać możemy nieświadomie je wypełniać.
Nie-na-tematNa świecie pandemia wirusa SARS-Cov-2. Dwa ponieważ jeden to nic innego jak SARS-Cov, który wywołał epidemię SARS (ang. severe acute respiratory syndrome), czyli zespołu ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej w 2003 roku. A właściwie w 2002 r., z tymże władze Chińskiej Republiki Ludowej rozstawiły blokadę informacyjną i powiadomiły Światową Organizację Zdrowia (WHO) dopiero trzy miesiące od wykrycia pierwszych więc w fotelu i myślę sobie, że w dość prosty sposób mogę się wstrzelić w pewną niszę rynkową, mianowicie napiszę krótki tekst nie-na-temat. Nie-na-temat koronawirusa, którego już wszyscy mamy dosyć. W żaden sposób nie bagatelizuję problemu, natomiast sądzę, że tak jak nie samym chlebem żyje człowiek, tak też nie od samego koronawirusa umiera. W następnych akapitach podzielę się tym, co w tym całym niespokojnym świecie daje mi jakiś dziwny, wewnętrzny spokój. Kogo obchodzi moje życie?Kogo obchodzi moje życie? Jestem takim szczęśliwcem, że mogę teraz wymienić po przecinku kilkanaście imion, za którymi stoją realni ludzie, którzy wolą abym istniał, niż abym przestał istnieć. Jednak to nie jest ostateczną odpowiedzią na pytanie – mogę przecież sobie wyobrazić, że w jakichś tragicznych okolicznościach wszystkie wymienione osoby giną i zostaję na świecie sam. Ktoś powie, że to nie tylko czarny, ale i mało realistyczny scenariusz… czyżby? A nawet jeśli, to wystarczy faktycznie abym zapadł na amnezję i nagle realnie jestem sam na świecie. Ponadto nie każdy jest takim szczęściarzem, niektórzy może mają tylko jednego bliskiego przyjaciela, córkę, syna, męża, brata, siostrę lub przyjaciela innego gatunku. Inni z kolei są sami – stale czy choćby – niezależnie od tego czy jesteśmy sami, czy towarzyszy nam ktoś miły – Wszechświat jest bardzo nieprzyjaznym uniwersum w jakim przyszło nam żyć. Jesteśmy bytami fizycznymi i dlatego podlegamy pod te same reguły gry co inne obiekty fizyczne. Prawa fizyki nie są życzliwiej usposobione względem mnie niż np. względem fizyczność jest jedną z bardziej unikalnych, bo jak na razie nie potwierdzono, aby gdziekolwiek indziej we Wszechświecie istniała taka materia fizyczna, która działa na rzecz samej siebie – co w skrócie nazwać możemy materią ożywioną. Oznacza to jednak, że podlegamy również tym samym regułom gry co inne organizmy na naszej planecie – czy nam się to podoba czy nie. Świat przyrody nie jest dla człowieka bardziej przyjazny niż dla zagrożonych gatunków czy ścinanych zauważyć, iż nie jesteśmy jedynie materią ożywioną, ale również świadomą i to świadomą na najwyższym ze znanych nam poziomów funkcjonowania. Inaczej mówiąc, wiemy coś o sobie, coś czego nie wie kamień i czego nie wie drzewo. Nawet w królestwie zwierząt zajmujemy szczególne miejsce i chociaż delfin oraz szympans są sprytnymi, samoświadomymi bestiami, to jednak wszystko nam podpowiada, że człowiek dysponuje jakimś szczególnym rodzajem tej zdolności, który wykracza daleko poza doświadczenie pozostałych właśnie samoświadomość pozwoliła ludzkości wydać na świat dzieła geniuszy, takie jak: Fantazja Impromptu cis-moll op. 66 Fryderyka Chopina, Świątynia Pokutna Sagrada Familia Antoniego Gaudiego, Ogólna Teoria Względności Alberta Einsteina czy choćby język polski (autor nieznany; nie przyznał się). Jednak… ta sama samoświadomość jest również źródłem lęku egzystencjalnego. Czym jest lęk egzystencjalny?To na przykład uczucie przemijania, szczególnie doświadczane w momencie śmierci kogoś bliskiego, własnej choroby śmiertelnej czy zwykłego starzenia się. To również pytanie o sens życia, które zadajemy szczególnie w momencie cierpienia (po co się męczyć?), albo wtedy gdy podejmujemy życiowe decyzje (takie jak wybór szkoły, pracy, partnera czy miejsca zamieszkania) lub gdy żałujemy dotychczas podjętych wyborów. Lęk egzystencjalny może objawiać się także pustką, uczuciem nicości, niepokojem, dezorientacją, niepewnością, wątpliwościami i jeszcze na kilka innych tego nie ujmować lęk egzystencjalny sięga do sedna naszego istnienia i wyzywa na pojedynek nasze poczucie sensu życia. W takiej sytuacji mamy w zasadzie dwa wyjścia – przejść obok, zagłuszyć lęk poprzez rutynę codzienności lub podjąć rękawicę rzuconą nam przez samoświadomość. Jeśli nie zadowalamy się potocznością podejmiemy się próby odpowiedzi na tzw. pytania egzystencjalne, musimy jednak pamiętać, że poszukiwania sensu są jak rejs po nieznanych wodach i nie wiemy gdzie ostatecznie dopłyniemy w naszych rozważaniach. Jeśli idzie o mnie to wolę jednak utknąć na środku morza pytań niż nigdy nie opuścić portu dnia powszedniego. Coś musi być, Ktoś chyba jest nad nami… Jak zapewne większość z Was już wie, jestem teistą, co oznacza, że wierzę, iż istnieje jakiś rozumny Byt, który nie tylko stworzył świat, ale również w nim działa. W naszej kulturze ten Byt zwykło się nazywać Bogiem chociaż w rozważaniach egzystencjalnych wolę nie odwoływać się do języka religijnego. Religia kojarzy się bowiem z jakimś konkretnym obrazem Boga, a niejednokrotnie również z pewną organizacją religijną. Jednak w moim życiu religia nie jest tożsama z wiarą w istnienie działającego Stwórcy, tzn. że mógłbym nie utożsamiać się z żadną religią, ale dalej wierzyć w Stwórcę. Dlatego w dalszych partiach tego tekstu nie będę posługiwał się słowem Bóg, chociaż osoby wierzące mogą bez problemu korzystać z tej kategorii. Prawdą jednak jest, że ludzie dzisiaj są coraz mniej religijni w tradycyjnym rozumieniu – młodzież i młodzi dorośli coraz rzadziej kontynuują wiarę rodziców i dziadków, a ci drudzy w zasadzie bardziej niż wiarę kultywują tradycję i politykę Kościoła. Jednak jedni i drudzy niejednokrotnie są skłonni powiedzieć, że Coś tam jednak jest, albo że Ktoś jednak czuwa nad nami. Skoro przypuszczamy, że jest, to możemy Go nazwać Bytem, a napisałem od wielkiej litery, bo jeśli ten Byt jest pierwszy i stworzył wszystko, to możemy założyć, że należy Mu się choćby formalny szacunek, taki jakim darzymy prawomocnie wybrane władze państwa czy wybitnych naukowców, artystów i sportowców. Oswoić WszechświatJak już wspomniałem jesteśmy obiektami fizycznymi, biologicznymi oraz samoświadomymi, przez co borykamy się z trudnościami na tych trzech poziomach. Jednym ze sposobów oswojenia sobie chłodnego i nieubłaganego Wszechświata jest wiara w to, iż ma on dobrego, mądrego i skutecznego Stwórcę. Specjalnie nie używam teraz terminów zaczynających się od przedrostka wszech ponieważ będziemy mieli z nimi więcej problemów niż pożytku; a po co komplikować…?Czy faktycznie taki Byt istnieje? Nie można tego udowodnić, bo gdyby można było to ludzie wierzący już dawno udowodnili tym niewierzącym i pojęcie ateizm czy agnostycyzm byłoby synonimem dzisiejszego płaskoziemiec czy antyszczepionkowiec. Jednak to, iż czegoś nie można udowodnić jeszcze nie jest wystarczającym powodem, aby w coś nie wierzyć. Wierzymy np. w to, że oprócz nas istnieją inne umysły, albo że nasze wspomnienia są autentyczne. Nie możemy jednak udowodnić tego, że w tej chwili nie dzieje się jeden wielki sen, tak jak to ma miejsce w naszych nocnych marzeniach sennych. Albo też nie jesteśmy w stanie udowodnić tego, że nie jesteśmy androidami z wbudowaną pamięcią wsteczną i właśnie w tej sekundzie zostaliśmy włączeni sądząc, że żyjemy już X lat, mając wgrane fałszywe jakiej więc podstawie rozstrzygnąć czy należy wierzyć w Stwórcę czy nie? Od pewnego czasu porzuciłem mrzonki o dowodzie na istnienie Boga – kto sądzi, że coś takiego istnieje, to zapewne nie poświęcił problemowi większej uwagi, albo obraca się tylko wokół ludzi już wierzących, co w sumie nie jest zbyt rozwojowe. Doszedłem do wniosku, że od swoich przekonań światopoglądowych wymagam spełnienia dwóch kryteriów – możliwości logicznej oraz praktyczności. Czy wiara ogłupia?Zaznaczam, że chociaż porzuciłem poszukiwania dowodu na istnienie Stwórcy nie zaprzestałem rozmyślań o Nim. Moje wysiłki skupiły się na pytaniu: Czy mogę wierzyć w Stwórcę i jednocześnie być uznany za człowieka rozumnie myślącego? Pod wyrażeniem myślenie rozumne kryją się zazwyczaj trzy elementy: (1) logika, (2) nauka i (3) zdrowy rozsądek, zwany też potocznym utrzymać Tekst w pewnych ramach objętościowych nie mogę pozwolić sobie na wykazanie argumentacji w zakresie tych trzech aspektów rozumności. Mogę jedynie powiedzieć, iż moje dotychczasowe, dwuletnie badania doprowadziły mnie do wniosku, iż wiara w istnienie dobrego, mądrego i skutecznego Stwórcy jest możliwa. Nie ma przesłanek logicznych, naukowych czy płynących z potocznego doświadczenia, które kazałyby odrzucić taką wiarę jako niemożliwą (nielogiczną, nienaukową czy nie-zdroworozsądkową). Co więcej, oprócz tego, że mogę wierzyć w (takiego) Stwórcę dostrzegam pewną namacalną praktyczność takiej wiary. Czy wiara się opłaca?Na czym polega owa praktyczność wiary w Stwórcę? Wracamy do pojedynku między mną a samym sobą, tzn. do lęku egzystencjalnego, którym zaraziła mnie samoświadomość. Czy moje życie ma jakiś cel? Czy moje życie ma jakąś wartość? Czy warto przechodzić trudy i cierpienia życia? Skoro wszystko w tym świecie przemija, to czy istnieje coś pewnego? Czy miłość jest warta cierpienia rozłąki? Czy jest nadzieja na lepsze jutro? W zasadzie na każde z tych pytań (i jeszcze kilka, których mi się już nie chciało pisać) możemy udzielić pozytywnej, twierdzącej odpowiedzi. Jednym z dobrych sposobów jakie dotychczas poznałem jest wiara w dobrego, mądrego i skutecznego Stwórcę, Byt Pierwszy, który ma jakiś pomysł na ten świat. Weźmy na przykład obecną sytuację, czyli pandemię wirusa SARS-Cov-2. Za oknem panują dwa wirusy – biologiczny i społeczny, zwany także paniką. Podobno ktoś wczoraj pobił się w supermarkecie Biedronka, w Siedlcach… domyślam się, że oboje uczestnicy bójki robili zapasy na okres nie jestem fanem paniki, to jednak trochę się tego wszystkiego obawiam. Skąd taki strach? Zawsze staram się założyć najgorszy możliwy scenariusz. I nie dlatego, że jestem jakimś pesymisto-nihilistą, nic z tych rzeczy. Po prostu nie lubię być zaskoczony przez okoliczności, a więc jeśli pomyślę i wyobrażę sobie najgorszy możliwy scenariusz łatwiej mi go będzie znieść, gdy faktycznie się ziści, a jeśli się nie wydarzy to znaczy, że mogę się jedynie pozytywnie zaskoczyć. W tym przypadku tej naszej pandemii trochę trudno pomyśleć dosłownie najgorszy scenariusz, bo wyobraźnia praktycznie jest w tym aspekcie nieograniczona… wystarczy przypomnieć sobie kilka filmów apokaliptycznych i postapo, aby nabrać respektu do niewiedzy jaka się przed nami rozciąga. I chyba to jest faktycznie źródłem mojego strachu – nie wiem do końca czego najgorszego się tym wszystkim jednak z pomocą przychodzi mi wiara w Stwórcę. Jeśli jest jakiś Projektant tego całego zamieszania, które zwykliśmy nazywać światem, albo życiem to dobrze byłoby od razu założyć, że jest dobry, mądry i skuteczny. Rozumiem, że największym argumentem ateistycznym jest zło na świecie oraz że kłóci się ono przynajmniej z jednym z tych trzech atrybutów. Jednak ja nie wierzę w Stwórcę bo tak trzeba, albo że nie jestem w stanie wyobrazić sobie świata bez Stwórcy. Wierzę, bo chcę wierzyć, ponieważ mam z tego wymierną wiary w Stwórcę, czy Boga, wcale nie czyni świata lepszym, skala zła się nie pomniejsza, a ludzie z automatu nie stają się bogatsi, zdrowsi czy szczęśliwsi. Rozumiem, że w religiach mają miejsce różne niekonstruktywne zjawiska, czy nawet patologie – pamiętajcie jednak, że ja w tej chwili nie mówię o religii, a o samym przekonaniu, o wierze! Przeznaczenie? Dobra, wracamy na ziemię – wokół mnie szaleje wirus i panika w obliczu których samoświadomość znowu wzbudza lęk egzystencjalny. Jednak w tej samej samoświadomości oprócz lęku istnieje również pojęcie dobrego, mądrego i skutecznego Stwórcy, który zaczyna równoważyć nierówną walkę pytań bez odpowiedzi. Jeśli istnieje, albo przynajmniej może istnieć taki Byt, który nad wszystkim czuwa i w jakiś niezrozumiały oraz niewidoczny sposób realizuje swój plan – zwany niekiedy przeznaczeniem – to ja chcę w taki Byt wierzyć. Oznacza to, że nie jestem w tym wszystkim sam, że Wszechświat nie jest już tylko chłodnym i niebezpiecznym miejscem, ale jest również pewnym zadaniem, równaniem matematycznym, placem budowy czy piłką w grze, której wynik jeszcze nie jest przesądzony. A czego potrzeba człowiekowi w trudzie życia jak nie właśnie nadziei? Tak więc pomimo pewnego lęku, który jednak tu i ówdzie się odzywa, myślę sobie: Co ma być, to będzie. To znaczy, że ufam, iż ten Rozgrywający – dobry, mądry i skuteczny Projektant, Programista – obmyślił wszystko jak należy, a to co się dzieje wpisane jest w rachunek zysków i strat. Jeśli tak, to jest nadzieja, że summa summarum wszystko zakończy się najlepiej jak to możliwe. Z takim przekonaniem nie tylko łatwiej się umiera (jak sądzę), ale również łatwiej się żyje.
Tematy Ostatnie wpisy Ostatnie tematy Obserwuj Ignoruj Temat przeniesiony do archwium Przeznaczenie. Czym dla mnie jest i czy w nie w ogóle wierze? Sa takie rzeczy na swiecie, których istnienia nikt nie jest w stanie udowodnic. Nie mieszcza sie one w ramach zadnych naukowych teorii. Nie mozna empirycznie zbadac ich istnienia. Nauka, cala ludzka mysl na tym polu zawodzi. Jednak wystarczy cos zupelnie innego, calkowicie oderwanego od rzeczywistosci – wiara. Trzeba po prostu wierzyc. To niestety nie jest takie proste. O wiele latwiej opierac swoje przekonania na namacalnych dowodach, niz na czyms tak bardzo abstrakcyjnym jak wiara. W przypadku przeznaczenia nie ma innego wyjscia. Trzeba w nie uwierzyc, jezeli chce sie przyjac istnienie tego zjawiska. Na pytanie czy w nie wierze wystarczy odpowiedz tak lub nie. Nie trzeba niczego uzasadniac. Kiedys zadalem sobie wlasnie to pytanie. Czy wierze w przeznaczenie? Odpowiedz nie byla latwa. P rzeciez tyle razy w róznych sytuacjach moglem doswiadczac jego istnienia. Czasami bylem bardzo zaskoczony, ze moje losy potoczyly sie tak a nie inaczej. Cos musialo kierowac biegiem wydarzen, to nie mógl byc zwykly przypadek. Z drugiej strony jednak mój racjonalny umysl nie mógl zaakceptowac jakiejs tajemniczej, poteznej sily kierujacej moim zyciem. Wydaje mi sie, ze wtedy nie udzielilem jednoznacznej odpowiedzi. Czy teraz sie cos zmienilo? Tak, wlasciwie zmienilo sie wszystko, cale moje zycie, sposób, w jaki patrze na swiat. Powodem tej przemiany bylo tylko jedno wydarzenie. Na mojej drodze pojawila sie Ona. To wystarczylo. Czy zmienilo sie równiez moje zdanie na temat przeznaczenia? Teraz jestem juz pewien. Teraz juz moge udzielic jednoznacznej odpowiedzi. Wierze w przeznaczenie. To dzieki Tobie moja muzo odkrylem, ze nie mozna patrzec na swiat przez pryzmat racjonalnego umyslu, ze istnieja w nim pewne tajemnicze sily, których czasami nie jestesmy nawet swiadomi, a maja one na nas tak ogromny wplyw. Dzieki jej stalem sie romantykiem, wlasciwie to zawsze nim bylem, ale ukrywalem to przed samym soba. Swiat nabral dla mnie barw, stal sie zupelnie inny, pociagajacy swoja tajemniczoscia. Gdyby nie przeznaczenie nie spotkalibysmy sie. To ono kierowalo i nadal kieruje naszym zyciem. Jednak nadal nie udzielilem odpowiedzi na moje pytanie. Czym dla mnie jest przeznaczenie? Czy jest ono jakims tajemniczym zjawiskiem, którego nalezy sie bac? Czy ogranicza ono moja wolnosc i dlatego trzeba mu zaprzeczyc? Kazdy czlowiek moze dac inna odpowiedz na te pytania. Ja nie boje sie przeznaczenia, nie chce z nim walczyc. Ono wplywa na moje zycie, jest pewnego rodzaju droga pozbawiona drogowskazów. Nigdy nie wiemy dokad ona nas zaprowadzi.. to wszystko są bzdury: numerologia, wiara w przeznaczenie, wróżbiarstwo, horoskopy i wiele innych idiotyzmów NEW AGE. I tam, tez nie wierze w takie rzecz, bzdura i tyle, przynajmniej zaoszczedzam czas na czytaniu horoskopow i pieniedzy na wrozkach :) A w przeznaczenie? nie wiem, ja wierze w Boga :) czyli nie możesz wierzyć w przeznaczenie No w sumie racja genio :) Chyba chodzilo mi o to, ze wierze w jakis Jego plan, ktory sie spelnia niezaleznie od naszych wyborow wolnej woli. :) Jeszcze gorzej :) niestety :) Jak ktos wierzy w Boga, to jest ok :) hmm a jaką religię wyznajesz ilecka? boski plan ktory spelnia się niezależnie od naszej woli- to brzmi do mnie bardziej przemawia chrześcijańska wizja kondycji ludzkiej-kazdy człowiek posiada wolną wolę natomiast bog w swej mądrości wie jak ją w przyszłości (rozumianej wg naszych kryteriów bo bog jako byt najwyżsy stoi poza czasem..) wykorzystamy. Witajcie. Tez nie wierze w takie tam bzdety jak horoskopy, numerologie i taroty. Jednak wierze w mojego "aniola struza", który czasami pomaga mi kierować moim losem. No tak! Jest źle, ale moglo byc jeszcze gorzej. tego typu boski plan, który się spełnia niezależnie od naszej woli i naszych czynów to właśnie jeden z wielu elementów new age, to jest przerażające, nie tylko tak brzmi. Takie przeświadczenie prowadzi do relatywimu moralnego :"można robić największe świństwa i tak nie ma to żadnego znaczenia" zresztą, czym innym jest wiara w Boga, a czym innym w nasze wyobrażenie o Nim. No wlasnie to mialam na mysli, rahma, kurcze chyba dzisiaj zle wyrazam moje mysli, wybaczcie ale ucze sie normalnie mozg sie lasuje. PS. jestem katoliczka. Temat brzmi "czy wierzycie w przeznaczenie". Wiara w Boga, to zupelnie inny temat. Temat rzeka, bo..... religlii jest wiele, a Bóg jest jeden. Dlatego po korekcie genia, napisalam ostatecznie ze nie wierze w przeznaczenie (hmm problemy z koncentracja mysli :P) za to wierze w Boga. To tyle. A ja nie wierzę w boga. Natomiast ostatnio zaczynam wierzyć w przeznaczenie. Zawsze uważałam, że każdy człowiek jest kowalem swojego losu, ale zdażyło mi się w życiu tak wiele dziwnych "zbiegów okoliczności", że zaczęłam się zastanawiać... hmmm, przeznaczenie - sami jestesmy jego autorami - takie jest moje zdanie. Kazdy z nas w dowolym momenice może zmienić swe rzeznaczenie, kierunek jaki obrał, stoczyc się lub wspiąc na szczyty. To jest nasza jednostkowa decyzja. Wystarczy miec własne zdanie i umiejętnosc samooceny poprzez własne sumienie. Moje motto: " Umieć spojrzec każdemu czlowiekowi jakiego spotkałem w moim życiu prosto w oczy w dniu mojej śmierci" Sami piszemy nasze przeznaczenia a nie jakieś tam durne cyferki, numerki i słowa-klucze jednej czy drugiej pseudo wróżbitki. Osobiście śmieszą mnie te osoby - skądinąd wiem z dośwaddczenia jakie mają powodzenia w Italii... Bóg pomaga jesli nie zapomnimy rozmawiać z Nim... ja tam wierze w przeznaczenie - wierze ze kazdy z nas po cos przyszedl na ten swiat i ze nie wszystko w naszym zyciu moze ulozyc sie tak jakbysmy tego tak sie dzieje moze to czego pragniemy i do czego dazymy nie jest zgodne z naszym PRZEZNACZENIEM?? wiara w tzw. przeznaczenie jest podświadomą potrzebą każdego człowieka kontaktu z Bogiem. Agnostyk odrzuca Go i wytwarza sobie "boskie protezy" w postaci na przykład przeznaczenia, sił kosmicznych, sił natury itp. W sumie samo przeznaczenie nie jest mniej bzdurną rzeczą od kart, czy fusów. Padło też słowo "sumienie". Agnostyk nie jest w stanie, używając jedynie swoich kategorii rozumowania, określić istoty sumienia. Nie jestem uczona w teologii. Moim zdaniem wystarczy wybrać sobie cel i skutecznie do niego dążyc nie przeszkadzajac jednocześnie innym. Jesli swiom wysilkiem osiagniemy ten cel, to nie ma sensu dziekować za to przeznaczeniu. Po prostu byly sprzyjajace okolicznosci. No chyba, że nic sie nie robi i czeka na przeznazcenie, to przeznazcenie jest oczywiste. Tepiejemy i mamy zawężone horyzonty. Oj biada nam, biada. Wówczas tylko narzekamy, ze inni maja lepiej. Taak...Z tymi trafnymi wyborami w życiu bywa różnie. To bardzo trudne znaleźć "złoty środek"-najlepsze dla nas rozwiązanie z uwzględnieniem innych osób...Może wiara w przeznaczenie to wymówka dla naszych chybionych decyzji?... Zawsze można powiedzeć: "tak musiało być, siła wyższa". Cześć:) a ja wierze w przeznaczenie rozumiane jako Wolę Bożą. Wierze że wszystko co się nam przytrafia ma jakiś sens i cel (Nawet jeśli jest to wielkie cierpienie - wiem cos o tym), nawet jesli nie zawsze go od razu widzimy, a czasem nigdy się nie dowiemy albo nawet nie będziemy wiedzieć że dzięki jakiemuś wydarzeniu w przeszłości miało miejsce inne w późniejszym czasie. poza tym każdy ma z góry wyzanczoną długość życia i ten czas ma na stanie się dobrym człowiekiem. My mamy wolną wolę w zakresie decydowania o swoim postępowaniu tzn czy będzie ono dobre czy złe. Podejmujemy decyzje wybierając dobro lub zło i to co następuje po naszej decyzji jest konsekwencją tego wyboru. A poza tym jestem pewna że to że nagle sobie o czymś przypominamy i zawracamy z obranej drogi, albo to że na światłach nie zdążymy przejechać, nawet jeśli bardzo sie śpieszymy i pełno takich to właśnie nie staje się bez przyczyny. A czy nie zdarzyło się Wam spotkać kiedyś kogoś w najmniej oczekiwanym czasie i miejscu? Nawet jeśli jest to prawie nierealne? Bo myśle że to nie żaden zbieg okoliczności, bo ja miałabym ich mnóstwo w swoim życiu... Kurczę na pewno zamieszałam i napisałam nie tak jak chciałam ale cóż:) Jestem pewna że nawet Mój Mąż jest moim mężem dzięki właśnie Woli Boga... A najlepsze jest to że fajnie mi się czytało Wasze wypowiedzi bo niestety większość młodych ludzi w moim otoczeniu uznałoby to za bzdety, a tu znalazłam kogoś z kim mogę podzielić swoje poglądy:) Dzięki... my, racjonalni mieszkancy Ziemi XXI wieku nie lubimy myslec, ze moze istniec cos, poza naszym rozumem (kierujacym naszym sposobem postrzegania a w konsekwencji naszymi wyborami)co wplywa na nasze zycie.. przeznaczenie - fatum - "nieuchronna koniecznosc", "nieunikniony los"...nie podobaja nam sie te okreslenia... a potem? ktoregos dnia wydarza sie np. taka historia: jedziemy samochodem, przejezdzamy przez jakas miescine, nadciaga burza, zaczyna padac deszcz...wlaczamy wycieraczki i...one nie funkcjonuja... deszcz narasta, zalewa nam przednia szybe do tego stopnia, ze nie jestesmy w stanie nic zobaczyc...dostrzegamy jakis placyk, parkujemy przy krawezniku... dobre 5 minut leje jak z cebra, potem sie uspokaja (my oczywiscie w miedzyczasie sprawdzamy czy nasze wycieraczki funkcjonuja...a gdziez tam! padly nieodwolalnie!... po chwili z nieba tylko lekko kropi, wysiadamy i otwieramy maske, macamy silniczek (pod warunkiem, ze wiemy gdzie sie znajduje;)) pukamy w niego paluszkiem, potem sprawdzamy znow funkcjonowanie wycieraczek i ...oto!! stal sie (prawie) cud!! dzialaja! wsiadamy zatem do auta i ruszamy. po przejechaniu jakichs 500 metrow widzimy ogromne, stare drzewo, powalone przez burze, lezace w poprzek drogi... ciekawa historia, prawda? oczywiscie mozemy sobie myslec, ze przeciez nawet gdybysmy tamtedy jechali podczas gdy to drzewo walilo sie na droge, nie koniecznie musialo walic sie na nas...mozemy myslec, ze to przypadek...ze to... "suma wielu prawdopodobienstw"... ja lubie myslec, ze blokada silniczka od wycieraczek, uratowala zycie mnie (gdy mialam 15 lat) i mojej rodzinie i ....ze tak nam bylo przeznaczone;) prowadzil moj brat i wiedzial gdzie szukac silniczka;) Bardzo spodobala mi sie Twoja wypowiedz pisze do"krewerki" ja osobiscie wierze w Boga rozmawiam z nim czesto podziekowalam mu za to ze po ciezkich chwilach dal mi tyle szczescia ...a z drugiej strony wierze tez w przeznaczenie,czytam horoskopy,sama sobie wroze i nie raz bylam u wrozki.. wcale nie mysle ze jest to przeciwne mojej wierze w Boga lub ze jest ze mna cos nie tak...w zyciu mialam wiele okazji doswiadczyc roznych sytuacji i wiem ze jest gdzies zapisane jakie ma byc nasze zycie ile ma trwac i ze my mamy bezposredni wplyw na jego przebieg oraz mozliwosc zmian ...trzeba wyjsc na przeciw swoim marzenia i robic wszystko zeby sie spelnily...a ciezkich chwilach wierzyc w Boga oraz w to ze przeznaczyl on dla nas cos lepszego ... Jedno z przykazań mówi: "nie bedziesz mial bogów cudzych przede mna". Moim zdaniem wiara we wróżki i takie tam inne jest lamaniem tego przykazania. Chyba, że traktuje si eto jako zabawe. brichina...to jest całkowite zaprzeczenie wiary w Boga. Uznawanie, że coś oprócz Niego (wróżby, horoskopy) może mieć wplyw na nasze losy, jest zaprzeczeniem Jego absolutu, to jakby uznanie drugiej sily sprawczej, innego boga. Chrześcijaństwo (bo chyba o nim mówimy) nie jest, jak to się wielu ludziom wydaje, pojemnikiem z różnymi wartościami, które można selektywnie stosować, w zależności od upodobania lub nasroju w danym dniu. Nie można mieć, jak pisała Rhama, koncepcji Boga, to On ma naszą koncepcję. Trishya ja mysle ze jest wiele takich histori sama przezylam ich pare choc dla mnie to w wiekszosci pomoc moich bliskich ktorych juz nie ma przy mnie ..kiedys jadac samochodem dodam ze jezdze szybko po ulicach ktore dobrze znam,zaczelo mi cos pukac ja ciekawa co to zwolnilam,dojezdzajac co skrzyzowania ulic 50 metrow odemnie wyskoczyl samochod nie patrzac sie nawet czy ktos jedzie po prostej ulicy ...ja zaczelam trabic ze zlosci ale wiedzialam ze gdybym troche nie przychamowala on by wiechal z cala sila w moj samochod i ciezko bym sie widziala w tej sytuacji ...tu w tym przypadku daje te ostrzezenie mojemu miesiac wczesniej zmarlemu przyjacielowi ja uwazam ze po smierci osoby nam bliskie maja jakis czas na przejscie na druga strone,ciezko im pozegnac sie z bliskimi i zyciem do jekiego byli przyzwyczajeni,szczegolnie osoby mlode ktore zginely smiercia tragiczna...prosze mnie tutaj za moje zdanie nie krytykowac kazdy ma prawo wierzyc w to co mu sie podoba tak jak w moim przypadku ze to byla pomoc mojego przyjaciela ....drugi przypadek teraz w wakacje zacznijmy od snow snilo mi sie duzo krwi i bolu a ja wierze tez w sny ze nasza podswiadomosc czesto chce nam przekazac informacjie lub ostrzezenia tak jak napisalam wczesniej wierze tez w wrozby i wiem co oznacza dana karta ..tak wiec jade sobie na rowerku wyslac totolotka kto wie moze mi sie uda i pod kolektura byl bar siedzili miejscowi grali w karty ktore uzywa sie do gry "scopa" i jak ja prechodzilam wypdala kata jednemu z reki pod moje nogi bylo to 6 mieczy ja sobie pomyslam niekrzystna karta pewnie nic nie wygram ale co przeciez nie mozna we wszystko wierzyc wysylam kupon...na drugi dzien jechalam na bazarek do sasiedniego miasteczka w sumie musialam przejechac okolo jednego km pod gorke oraz rondo wracjac pedalujac z gorki zobaczylam ze lezy przechylony chwast dosyc duzy i mialm 5 sekund zeby zdecydowac czy go ominac czy przejechac po nim moimi nowym rowerkiem i jak go przejezdzalam z boku bardzo blisko mnie prawie ocierajac przejechal samochod z duza predkoscia i tak jak by sie czas sie zwolnil zobaczylam zla twarz tego czlowieka i to ze gdybym chciala ominac chwasta on by mnie zabil lub ciezko poturbowal przy tej predkosci i wiem ze wcale nie bylo by mu mnie szkoda jak innym ludzia ktorzy maja wyrzuty sumienia gdy przez przypadek zrobia komus cos ..sam fakt ze jechal tak blisko mnie gdybym tylko skrecila delikatnie kierownice chcac ominac krzczek i co najlepsze ze go nie slyszlam jak byl z tylu zazwyczaj kierowcy hamowali i z odlegloscia mnie wymijali lub ja sie zatrzymywalam i czekalam az przejedzie zeby miec wolna ulice tak wiec dojechalam do domu usiadlam i podziekowalam Bogu ze nic mi sie nie stalo i ze bylam swiadoma tego co moglo sie wydarzyc ale to nie wszystko dlatego ze zla passa jeszcze tego samego dania dala o sobie znac gdy mojego tescia zlapal ictus i na koniec zadzwonil moj mezczyzna ze zdechla rybka ktora miala na imie tak samo jak ja ..tak wiec kogos musialo dotknac ..szczerze to jest wiele nie wyjasnionych sytuacji w moim zyciu i nie jestem sceptycznie i wrogo nastawiona do roznych wyjasnien ...zyjemy w wieku tak jak Trisha napisala w ktorym wszystko jest mozliwe trishya, twoj przyklad ma cos z przeznaczenia, ale... to co opisalas, to zakrawa na nierozsadek, bo jesli nawet wycieraczki bylyby sprawne, to opisane przez ciebie warunki sa niebezpieczne dla wszystkich użytkowników dróg. W takim razie, czy policjanci schowani gdzies w krzakach, to też nasze przeznaczenie? Oni wylapuja tych co szybko jada oraz za "niemanie"... , bo to też jest niebezpieczne. tak jak napisalm Eugienio kazdy ma prawo wierzyc w to co chce ja na koncu mojej drogi jak stane przed sadem Bozym jesli stane, to on mnie oceni za moje wiare .... Temat przeniesiony do archwium Tematy Ostatnie wpisy Ostatnie tematy Obserwuj Ignoruj
Każdy z nas niejednokrotnie zadaje sobie pytanie, czy wróżby się sprawdzają, czy warto się im poddawać? Czy na pewno warto posłuchać tych rad, a może u znajomej się coś spełniło bądź analogicznie nie, to i u mnie tak będzie? Pytań jest cała masa i tak naprawdę można je stawiać w nieskończoność. Ale czy warto? Czy wierzyć we wróżby? To czy wierzyć wróżbom? Czy warto zagłębiać się w te złe aspekty życia, zastanawiać się nad nimi? Absolutnie nie! Z pomocą mogą nam przyjść wróżby. Warto wspomnieć, że aby ta pomoc była miarodajna trzeba je wykorzystać w odpowiedni sposób. Wróżb nie należy traktować jako wyrocznie drogi życiowej. Oczywiście niektórzy będą Was namawiać do tego, jednakże warto mieć na uwadze, że wróżba ma pomóc, nigdy szkodzić. Dlatego też traktowanie jej jako wskazówka, jako wytyczna życiowa będzie połową sukcesu. Absolutnie nie można też stwierdzić, że nie warto wierzyć we wróżby, bo takie pytanie na pewno się też pojawi. Pewnie będzie to kwestia indywidualna, jednak każdy z nas chętnie korzysta z rad udzielanych przez rodzinę, czy znajomych prawda? Wróżba jest swojego rodzaju radą, którą warto sobie wziąć do serca. Wiara, a przeznaczenie Wiara we wróżby nie może być absolutnym wyznacznikiem losu, warto mieć na uwadze, że każdy człowiek jest kowalem własnego losu. Cóż to oznacza? Przede wszystkim to, że ma wpływ na swoją przyszłość, może ją w jakiś sposób odmienić, nakierować. A właśnie wróżba jako ten drogowskaz może być do tego idealnym narzędziem. Jeśli więc wierzymy w przeznaczenie, to pojawia się także wiara, a może i we wróżby? Powiedzmy sobie szczerze, obie te kwestie są ze sobą silnie połączone. Otrzymując wróżbę starajmy się wywnioskować z niej jak najwięcej, warto wyciągnąć z niej daleko idące wnioski, co nie oznacza, że ślepo jej wierzyć. Pamiętajmy wróżba jest wskazówką, ona ma nas naprowadzić, ułatwić trudy życia, czy dokonać pomocy. Jednakże to my za jej pomocą, wyczytując z niej te drogowskazy mamy wpływ na przyszłość. Kiedy warto korzystać z wróżb? Wizyta u wróżki jest porównywana także nieco jako wizytą u psychologa. Dlaczego? Wróżka wczuwa się problem, w sytuację, chce jak najlepiej pomóc. Udaje jej się to za pomocą różnego rodzaju wróżb. Odpowiednio doświadczona wróżka będzie na pewno potrafiła wspomóc męczący nas problem. Wróżba, którą otrzymamy od osoby trzeciej z całą pewnością będzie obiektywna. To my nie radząc sobie z jakimś problemem nie potrafimy trzeźwo spojrzeć na daną sytuację. Tarot bądź przepowiednie będą w stanie dać nam wskazówki, z których warto skorzystać. Sama wiara we wróżby daje nadzieję, nadzieję na lepszy czas, na szczęśliwsze życie. Czy warto ją zabierać? Otóż nie! Czy już wiesz czy wierzyć we wróżby? Pomoc wróżb Rozmowa z wróżką, jej pomoc w odczytaniu przyszłości może być bardzo pokrzepiająca. Powiedzmy sobie szczerze, ile ludzi tyle problemów, każdy z nas jest inny. Nie ma idealnej drogi wyjścia, identycznej dla każdego człowieka. Każdy jest odrębną indywidualnością i może dzięki delikatnemu pokierowaniu wkroczyć na odpowiedni tor życiowy. Jeśli dręczą nas jakieś przeczucia, nagle mamy złe sny, które się notorycznie powtarzają, a może konkretny symbol się w nich przejawia? A może najzwyczajniej w świecie nie radzimy sobie z jakimś problemem, coś stoi nam uparcie na drodze i nie wiemy jak to obejść? Jeśli chociaż na jedno pytanie padła twierdząca odpowiedź jest to znak, że warto rozważyć możliwość wróżby, ona ma nam pomóc dokonać odpowiednich wyborów, przede wszystkim nakierować. Pamiętajmy nie jest ona ściśle określoną wyrocznią, jest pomocą, z której można skorzystać i wciąż kształtować swój los. Plan życia 300,00 zł Analiza karmiczna 200,00 zł Wróżba na e mail 100,00 zł Wróżba przez telefon 150,00 zł